

Komercjalizacja innowacji z perspektywy funduszy venture capital
Raport specjalny: Komercyjne finansowanie innowacyjności. Stan obecny, możliwości i wyzwania
Związek Banków Polskich, 2008-03-10
Pierwsze żródto finansowania to kapitał wtasny założycieli. Założyciel firmy angażuje swoje zasoby. Są to jego oszczędności, pożyczki od przyjaciół i rodziny. Ważnym źródłem finansowania innowacji są granty i dotacje ze środków publicznych.
I choć dziś z perspektywy innowatorów to źródło wydaje się najważniejsze i najbardziej oczywiste, potem muszą pojawić się środki komercyjne. Mogą je zapewnić "aniołowie biznesu", fundusze venture capital, inwestorzy branżowi, a wreszcie banki i giełda. Ważne, by łańcuch finansowania był ciągły, jest on bowiem tak mocny, jak jego najsłabsze ogniwo. Dla młodej firmy innowacyjnej finansowanie przez fundusze venture capital i Business Angels ma szczególną wartość. Młodzi przedsiębiorcy często nie mają strategicznego ani operacyjnego doświadczenia w zarządzaniu biznesem, a tylko innowacyjny pomysł i pasję do jego realizacji. To nie wystarczy, żeby odnieść sukces na bardzo konkurencyjnym rynku. Młodym firmom same pieniądze szczęścia nie dają. Potrzebne jest wsparcie strategiczne, kontakty w branży, dostęp do nowych rynków, ekspertów, menedżerów. Potrzebne jest doświadczenie w zarządzaniu, także zarządzaniu kryzysem. Przede wszystkim konieczna jest jednak komercyjna ocena potencjału młodej firmy, komercyjna ewaluacja potencjału innowacji. To wszystko może wnieść do firmy fundusz venture capital lub anioł biznesu.
Niesprawny system komercjalizacji
Środowiska naukowe narzekają na brak środków na finansowanie komercjalizacji. Środowiska finansowe na brak projektów do finansowania. Środowiska najbardziej innowacyjne, akademickie nie tworzą firm na bazie własnych innowacji. Nie ma w tym nic dziwnego. Naukowiec zwykle nie jest przedsiębiorcą i nie musi wiedzieć, jak firmę stworzyć i zapewnić jej komercyjny sukces. Może nie być zainteresowany porzuceniem nauki na rzecz biznesu i nie należy go do tego zmuszać. W krajach, które mają sprawny system komercjalizacji innowacji, jest wiele instytucji wyławiających i wprowadzających na rynek innowacje o dużym potencjale. Instytucjami tymi są odpowiedniki polskich centrów transferu technologii (CTT).
Środki publiczne na komercjalizację innowacji są rozproszone pomiędzy kilkadziesiąt centrów transferu technologii o niskim budżecie.
W Polsce przy uczelniach działają CTT, a więc mamy system, który teoretycznie pozwala na komercjalizację. Niestety tylko teoretycznie. System ten ma bardzo poważny strukturalny problem. CTT należą do świata akademii, nie biznesu. Kierują nimi nauczyciele akademiccy, a nie doświadczeni biznesmeni. Transfer technologii to biznes. Konieczne są szybkie decyzje, zdolność do podejmowania ryzyka, motywacja do generowania zysku, myślenie w kategoriach zwrotu z inwestycji. Konieczna jest swoboda w podejmowaniu decyzji finansowych, w tym przede wszystkim decyzji o wycenie. Za te ostatnie nie może odpowiadać rektor i nie mogą one być przedmiotem kontroli NIK. Dopóki tak będzie, nie da się niczego skomercjalizować. Paradoks polega na tym, że im większy sukces rynkowy wynalazku, tym większe ryzyko oskarżenia, że został sprzedany za tanio. Bezpieczniej jest bronić stanowiska, że patent wnoszony do spółki finansowanej przez inwestora to 80 proc. wartości spółki. Co z tego, że bezpieczniej, skoro żaden inwestor nie przystanie na te warunki.
CTT powinny działać na zasadach komercyjnych, w świecie biznesu, nie akademii, czyli decyzje powinny być podejmowane z punktu widzenia biznesowego, a nie dla dobra nauki. Powinny samodzielnie podejmować ryzyko biznesowe, w tym ryzyko wyceny. Nie oznacza to jednak, że CTT mogą działać bez finansowania ze środków publicznych. Komercjalizacja to działalność obciążona zbyt wysokim ryzykiem dla prywatnego kapitału. Środki publiczne wspierają komercjalizację innowacji we wszystkich krajach europejskich, tak też powinno być w Polsce.
Środki publiczne na komercjalizację innowacji są rozproszone pomiędzy kilkadziesiąt centrów transferu technologii o niskim budżecie. Każde z nich przegląda kilka, może kilkanaście projektów rocznie. Natomiast dla osiągnięcia właściwej skali działalności potrzebne jest kilkaset projektów. Takiej skali nie zapewni samodzielnie żadna uczelnia. Trzeba przestać uprawiać fikcję i utrzymywać przy każdej uczelni CTT, które niczego nie transferują do gospodarki. Trzeba stworzyć dwa lub trzy ogólnopolskie centra (mogłoby być nawet jedno, ale warto zachować sytuację konkurencyjną), które mogłyby zatrudnić doświadczonych menedżerów i fachowy personel, a projekty do komercjalizacji pozyskiwać od uczelni z terenu całego kraju.
Barbara Nowakowska Dyrektor wykonawczy Polskiego Stowarzyszenia Inwestorów Kapitałowych
|